Moje wystąpienie na TEDx

Niektórzy mówią o tym „mowa życia”. 

Zdecydowanie się nie zgadzam. 
Każdego dnia mamy okazję do wypowiedzenia kilku słów, które mogą zmienić nie tylko nasze życie, ale także zainspirować innych do działania. Zmiany myślenia. Podjęcia akcji, z która od dawna zwlekali. 
Gdy kiedyś marzyłam o wystąpieniu na TEDx wyobrażałam to sobie jako wydarzenie, do którego będę przygotowywała się przez wiele miesięcy. 
Będę miała przestudiowany każdy gest i żarcik, który niby spontanicznie „rzucę ze sceny”. 

I co?

I przyszło życie. 
A z życiem codziennym wiele nieoczekiwanych przeciwności, przez które mój misterny plan odegrania roli w swojej „mowie życia” spalił na panewce. 

Ostatecznie miałam kilka dni na wymyślenie i napisanie o czym chcę powiedzieć, oswojenie się z angielskim słownictwem i zorganizowaniem 2 dni na wyjazd, by wyrwać się od codziennych zmartwień. 
Najtrudniej było mi poukładać to wszystko w zgodzie z napiętym grafikiem, w którym na pierwsze miejsce pchała się przeprowadzka, remont, choroba dziecka, problem z ważnym zleceniem i kolejny życiowo znaczący projekt – fizyczna linia produktów markowana moim nazwiskiem. I to oczywiście wszystko kumulowało się w tych dwóch dniach, w których miał być TEDx. W całym tym zamieszaniu chwilowo zapominałam, czemu już nie tak łatwo mieszczę się w kadrze😉, bo i dzidziuś mocno przeżył swoje pierwsze TEDxowe wyzwanie, o czym dawał znać fikołkami w brzuchu. 

Jednak było coś, co właśnie w tym czasie dodało mi skrzydeł. 

8 miesiąc ciąży – to adrenalina pozwoliła mi udźwignąć ten słodki ciężarek;)

💙Mężczyzna mojego życia złapał mnie za rękę ze słowami „Jesteśmy w tym razem”. 
💙Moja zasmarkana pierworodna latorośl przytuliła się do kolan chlipiąc’ Mamusiu, wsiśko będzie ok”. 
💙Moja Mentorka Sylwia Bartosik z Zespołu @TedxPiotrkowskaStreet przeznaczyła mi kilka rozmów i niezliczone maile przypominające, tak potrzebne gdy świat się wali. 
💙Wolontariusze podczas wydarzenia zdawali się myśleć za mnie – wiedziałam już wszystko zanim zdążyłam pomyśleć, że warto o coś dopytać. 
💙Moje Asy Sketchnotingu raz po raz słały mi zdjęcia i wspierające wiadomości. 
💙Moi przyjaciele dzwonili i droczyli się zabawnymi anegdotami o wyłączonym prądzie i zachrypniętym głosie. I wszystko to sprawiło, że dałam się porwać atmosferze. 
💙Nie miałam czasu stresować się samym wyjściem na scenę, bo musiałam w przerwach robić grafiki do innego projektu. 
💙Nie było czasu martwić się o strój, bo to była jedyna sukienka w która jeszcze się wcisnęłam.
💙 Nie miałam sił martwić się o to, jak mnie ludzie odbiorą, bo skupiłam się na tym, by przekazać im coś, co im pomoże.

To przeniesienie uwagi z siebie na innych było zbawienne. 

Po części improwizowałam. Nie było wyjścia. Przez ułamek sekundy zabrakło prądu. Słówka po angielsku okazały się zbyt trudne w wymowie i zapamiętaniu, l więc zamiast mówić ładnie, mówiłam…po swojemu. Nie powiedziałam o swojej Akademii Sketchnotingu, nie zdążyłam wymienić wszystkich osób którym jestem wdzięczna za rozwój, nie utrzymałam na wodzy łez wzruszenia. Nie wszystko poszło zgodnie z planem. I tak sobie teraz myślę, że to nawet lepiej. Szczerzej. Autentyczniej. 

Mowa życia jest wtedy, gdy zmienia na lepsze. To nie musi być od razu wystąpienie na międzynarodowym evencie. To może być kurtuazyjna rozmowa w warzywniaku. Na przystanku. W sypialni. Na ołtarzu. 
Moje mowy życia odbywały się na porodówce, dworcu, na Starym Mieście, w zaspie śniegu, na sycylijskim klifie, na uczelni, w szpitalu ale i na obozie przetrwania. Czasami były to elaboraty, czasami wystarczyło tylko tak, tak, tak! (to akurat ze Starego Miasta Paweł Sobocki). I w każdej to nie ilość słów, czas czy miejsce były ważne, tylko przekaz. 
Podobno mowę życia można mieć tylko raz. 
Jeżeli tak, to życzę Ci, by każdy dzień oznaczał dla Ciebie nowe życie. 

Zdjęcie pochodzi ze zbioru relacji foto z mojego najważniejszego w życiu TEDxPiotrkowskaStreet- chwila uchwycona obiektywem i okiem Klaudii Zarębskiej http://tedxpiotrkowskastreet.com/
I Dziękuję Bernadetta Lipko za #samsungflip !